Robię małe porządki na komputerze. Chłopak będzie mi instalował Windowsa 7, iż zostałam jeszcze na poziomie XP więc WSZYSTKO MI SIĘ Z KOMPUTERA USUNIE! :( Na szczęście nie mam wielu jakiś bardzo ważnych rzeczy oprócz jednej. Mojego starego opowiadania, z którego jest bardzo BARDZO dumna. Nie mam siły szukać pendrive więc wpadłam na pomysł! Wstawię go tutaj, w taki sposób się zachowa!
Jedno z moich pierwszych opowiadań:
-Czy widziałeś kiedyś Anioła?- zapytał chłopczyk zerkając na
mnie spod kapelusza.
-Co mówiłeś?
-Czy widziałeś kiedyś Anioła?- Roześmiałem się ale mu
najwyraźniej nie było do śmiechu.
-Dlaczego się śmiejesz? Anioł to poważna sprawa. Taki to ma
życie…- Usiadł koło mnie i odchylił głowę
do tyłu tak, że słońce ogrzewało mu całą twarz- Moja mamusia zawsze mi
powtarzała, że Anioły to dobre stworzenia i trzeba ja szanować.
-A kim jest twoja mama?- Nie ukrywałem zdziwienia, że taki
mały chłopiec przechadza się tutaj sam i wypytuje mnie o jakieś anioły jakby to
była najpoważniejsza rzecz na świecie.
-Moja mama? Ona jest kobietą.
-To wiem, ale czym się zajmuję? Jak ma na imię?- Pierwsze co
mi przyszło do głowy to pomysł, że chłopak się po prostu zgubił i trzeba go
odprowadzić do domu lub odnaleźć jego matkę tutaj, w parku.
-A czy to ważne? Kobieta to kobieta, mężczyzna to mężczyzna-
Popatrzył na mnie z powagą.
-No tak- dodałem ze
śmiechem- ale każdy ma swój zawód, swoje wykształcenie, to też dużo mówi o
człowieku- mówiąc to zanosiłem się z dumą, że udało mi się tak mądrze
odpowiedzieć.
-Mówi tyle, co kolor oczu- Staną na ławce po czym zeskoczył
na dół lądując dokładnie naprzeciwko mnie.
-A ty, jak masz na imię?- Zapytałem. Chłopiec nachylił się
lekko i spojrzał mi prosto w oczy.
-Już Ci mówiłem-szepną- to nie ważne- po tych słowach szybko
się wyprostował i odwrócił się do mnie tyłem by kopnąć byle jaki kamień- ale
jeśli musisz już wiedzieć to mam na imię Ibrahim.
-Ibrahim? To dość dziwne imię jak na XXI wiek!- Dziwny
chłopiec, mówiący o dziwnych rzeczach z dziwnym imieniem sam w parku. Naprawdę
była to dla mnie tajemnicza sprawa- Co robisz tutaj sam?
-Spaceruje- ponownie opadł na ławkę- Ma pan bardzo ciekawe
uszy- Oplótł mnie ramieniem- słyszałem, że podobno pismo człowieka mówi o nim
samym więcej niż widzą oczy. Śmieszne, prawda? Ciekawe czy uszy też coś
pokazują… - jego dłoń spoczywająca na moim ramieniu nagle znikła i dziwnie
szybko pojawiła się u niego na kolanie, a on sam siedział już nie bokiem, ale
przodem do mnie- A wie pan co? Mój tatuś, który jest mężczyzną, tak jakby pan
chciał wiedzieć, kiedyś czytał mi taką książkę, o takim chłopcu, który miał
Różę, taką piękną! Mówili na niego Mały Książę! Bardzo mi się ta książka
podobała. A wie pan co mnie zdenerwowało?- Pokręciłem głową żeby mu nie
przerywać- To, że czytał tą książkę jeszcze mojej starszej siostrze, a ona jest
strasznie dziecinna. Ja to od razu wiedziałem o co chodzi! Znalazłem to… no jak
to się mówi… drugie denko? Czy drugie dno.. coś takiego, a ona to nic, że ten
Mały to tylko podróżował i tyle zrozumiała. Takim dzieciom nie powinno się
czytać książek, prawda?- chciałem mu odpowiedzieć ale on zaczął mówić dalej-
Zacząłem mówić o tej książce, bo tam był taki lis i on to był bardzo mądrym
lisem. Najbardziej z całej książki lubiłem właśnie tego lisa i on mówił takie
mądre rzeczy! – Ibrahim aż skakał z zachwytu!- Był tam taki cytat co mówił żeby
to serduszkiem się na wszystkich patrzyć, bo oczy są czasami ślepe. Wie pan
jaki ten lis musiał być mądry? Ja bym chciał takiego lisa w domu ale mama mówi,
że nie mogę mieć zwierząt, bo ona ma to takie uczulenie. Nawet jak płaczę to
nie chce się zgodzić, a ja tak bardzo chce!
-Nie zawsze dostajemy to co byśmy chcieli mieć- Udało mi się
mu przerwać.
-A pan dostał?- Przypatrzyłem się dokładnie jego oczom. Były
duże i zielone. Idealnie pasowały do jego rudych włosów i bladej cery, na
której pojawiały się nieliczne piegi.
-Nie- pomyślałem o moich marzeniach, które zaprzepaściłem, a
po policzkach poleciały mi łzy.
-Niech pan się nie martwi. Znajdzie pan sobie nowe!
-Nowe co?- Z początku nie wiedziałem o co mu chodzi.
-Nowe marzenia! Każdy musi mieć marzenia, bo to marzenia są
sensem naszego życia. Jakbyśmy nie mieli marzeń nie mielibyśmy dokąd dążyć- Nie
do końca wiedziałem o co mu chodziło- Pan mnie nie rozumie! Oh… będę panu
tłumaczył jak mojej siostrze, chociaż ona tego i tak nie zrozumiała ale pan nie
jest już dzieckiem jak ona, pan zrozumie- Uśmiechnąłem się i skinąłem. Ta
sytuacja zaczęła mnie coraz bardziej przerażać- Niech pan wyobrazi sobie morze,
statek i horyzont. Widzi pan? No więc pan jest na tym morzu, ale niech pan się
nie martwi, nie w wodzie! Po to był nam ten statek. Kontynuując, tam na horyzoncie jest punkt. To
jest pana cel, ten punkt, to marzenie. Całe życie dąży pan do tego punktu,
każda decyzja ma na celu dotarcie w to miejsce. Jeśli po latach się to uda
powinien pokazać się nowy, inny, a jeśli się nie pokaże? Zostaniemy na pełnym
morzu, sami. Nic już nie będzie miało sensu, bo to one nadają życiu sens,
marzenia.
-Masz rację- to co powiedział tak mnie zaszokowało, że nie
wiedziałem co odpowiedzieć. Jedyne co mi przyszło do głowy to „masz rację”.
Skąd takie małe dziecko bierze takie myśli?
-Nie odpowiedział mi pan jeszcze na pytanie- powiedział
lekko szturchając mnie w ramię.
-Na jakie?
-Czy widział pan Anioła?- Usiadł w wygodnej pozycji, tak
jakby szykował się do wysłuchania jakiejś ciekawej i długiej opowieści.
-Nie- Powiedziałem ściągając mu kapelusz i głaszcząc go po
głowie.
-Oh… jaka szkoda. Bo mi mama mówiła, że każdy ma Anioła ale
tylko nie liczni je widzą- chłopiec stał się nagle smutny.
-A ty widzisz?- założyłem mu kapelusz.
-Widzę- popatrzył się na mnie- Pana Anioła też widzę. O
tutaj stoi, za panem- wskazał na pustą
przestrzeń za mną po czym nachylił się i szepną mi do ucha- On się o pana
martwi. Powiedział mi to. Niech pan lepiej już wraca do domu, tam jest
wygodniej niż na ławce z cudzym Aniołem- Wstał i odszedł, a ja jeszcze przez
jakieś dwadzieścia minut siedziałem bez ruchu, próbując zrozumieć co właśnie
się stało.