sobota, 13 grudnia 2014

Magiczny czas świąt


Zima. Śnieg, łyżwy, sanki, święta, prezenty, sylwester, dużo wolnego. Wieczory przy dobrej książce, kawie, pod kocykiem gdy za oknem pojawiają się i znikają białe śnieżynki.
Z tym mi kojarzy się zima. Pomimo tego, że jestem bardzo BARDZO ciepłolubna, to zima jest jedną z moich ulubionych pór roku ze względu na to, że jest bardzo klimatyczna, magiczna(?).
Ale temat, który chce dzisiaj poruszyć -święta. Większość z was pewnie już nie może doczekać się dnia, w którym siądzie przy stole z całą rodziną, wypatrzy pierwszą gwiazdkę i zacznie śpiewać kolędy. Nie może doczekać się prezentów pod choinką, przyjazdu krewnych z dalekich stron, których nie widziało się bardzo dawno.Dla większości z was jest to magiczny czas, kiedy wszyscy się kochają. Dla większości, ale nie dla mnie. W mojej rodzinie nie czuć tej "magii", przy stole ciągle każdego obgadują, narzekają, że się nie odzywam, a gdy się odezwę twierdzą, że gadam głupoty i lepiej jest jak siedzę cicho, a co jest najdziwniejsze- nikt nie dostaje prezentów pod choinkę, chyba, że moja młodsza kuzynka, która do Sanoka przyjeżdża tylko na święta i wakacje. Lecz w tych świętach będzie coś innego, magicznego, coś co odróżni je od innych świąt.
Po pierwsze, dokładnie w wigilię minął dwa miesiące odkąd nie muszę przejmować się samotnością.
Po drugie, mam ogromną nadzieje, ze chociaż jeden dzień tych świąt spędzę z moim jedynym. Boże Narodzenie, może Szczepana, nie ważne. Ważne, że będę mogła z kimś porozmawiać, do kogo się przytulić i złożyć komuś szczere życzenia.


Na koniec, tak żeby sprostować. Pisałam kiedyś, że jestem ateistką, i żeby nie nikt mi zaraz nie napisał "taka wielka ateistka, a święta obchodzi". Święta traktuje jako tradycje, a nie oczekiwanie na przyjście Jezusa i świętowanie jego narodzin, przy czym nigdzie nie jest napisane, że urodził się akurat 25 grudnia. Tak samo mógł by się narodzić w lipcu, kwietniu czy październiku.

czwartek, 20 listopada 2014

Gorzki smak tytoniu

Na początku chciałabym podziękować. Ostatni post przeczytało ponad 50 osób. Dla mnie to na prawdę dużo, szczególnie, że tego bloga prowadzę od paru tygodni.
Dzisiaj miałam bardzo zabiegany dzień. Osiem lekcji, dwie kartkówki, test i na koniec dnia konkurs. Jechałam około 30km żeby zarecytować mój własny wiersz. Konkurs nosił nazwę "turniej jednego wiersza". Osoby od 10 roku życia mogły brać w nim udział. Byłam jedną z młodszych tam osób. Dwoje chłopców miało około 12 lat, jedna dziewczyna w moim wieku a reszta tak od 40 lat w górę. Najstarszy uczestnik konkursu miał za sobą 90 wiosen. Cały konkurs polegał na tym, że trzeba było wyjść na środek i zaprezentować swój, autorski wiersz. Jak sama nazwa mówi, nie było żadnych wyróżnień, drugich i trzecich miejsc, wygrywał ten JEDYNY wiersz.
Kiedy wszyscy powiedzieli to co mieli do powiedzenia, jury udało się na obrady. Po krótkiej przerwie chyba każdy czekał na wynik. Konkurencja była na prawdę ogromna. Jedna pani była już dojrzałą poetką, miała swoje własne tomiki wierszy. Inny pan znowu bardzo pięknie pisał wierszę, trudno było się powstrzymać od wzruszenia. Czekałam i zastanawiałam się kto wygra.
W pewnym momencie na środek wyszła jedna z pań zasiadających przy stoliku dla jury mówiąc "jak sam tytuł konkursu mówi, wygrać może tyko jeden wiersz. Wybraliśmy jeden, krótki, treściwy, z przesłaniem i pomimo gorzkiego smaku tytoniu wygrywa Weronika Superson". Oniemiałam z wrażenia! WYGRAŁAM!
Od paru miesięcy piszę wiersze, nie uważam się za poetkę. Twierdze, że nie są złe ale chyba też nie są na tyle dobre, by były lepsze od wierszy "wieloletnich poetów"!
Dlaczego gorzki smak tytoniu?
Przeczytajcie wiersz i zobaczcie sami.


Dawno nie byłam z siebie taka dumna

czwartek, 13 listopada 2014

I have no idea

Nie mam na nic pomysłu!  Nie wiem co chce robić w życiu! Z niczym nie potrafię sobie poradzić! W niczym nie jestem dobra! Nie mam zainteresowań! Brak mi talentu! Nie posiadam hobby!
Też tak czasem macie?
Siadacie i wydaje wam się, że nie wiecie co macie zrobić ze swoim życiem, każdy dzień jest taki sam, a wy nie potraficie sobie go urozmaicić. Też tak kiedyś miałam, wydawało mi się, że we wszystkim jestem beznadziejna, nie miałam jednego celu, zajęcia, w które bym się "wkręciła".
Odkąd zdałam sobie sprawę, że mam ogromną potrzebę rozwijania się artystycznie zaczęłam szukać swojego talentu, czegoś w czym będę dobra i będzie mi to sprawiać przyjemność. Próbowałam tańczyć, grać na gitarze, przez 7 lat chodziłam do szkoły muzycznej na skrzypce, w rękach miałam też gitarę i mikrofon ale nic, dosłownie NIC nie było dość "super(?)" bym zajęła się tym na dłużej i wkładała w to całe moje serce.
Pierwsza klasa gimnazjum, zaczęłam pisać. Wiem dobrze, że nie wychodzi mi to najgorzej, co więcej MAM DO TEGO TALENT, ale każdy talent trzeba szlifować, a ja nie posiadam czasu, chęci i cierpliwości do tego by godzinami siedzieć i uczyć się czegoś, do tego pisanie też nie skradło mi serca i nie oddałam się temu w całości, ale wiedziałam chociaż, że jestem w czymś dobra.
Swoje prawdziwe powołanie znalazłam na początku drugiej klasy gimnazjum, czyli około rok temu- aktorstwo. Spacerując po mieście znalazłam ogłoszenie, że trwają zapisy do grupy teatralnej, która ma powstać przy miejscowym Domu Kultury. Przyjmowali każdego w wieku 13+  dlatego postanowiłam, że i tam spróbuje swoich sił, i zaczęło się. Najpierw zakochałam się w ludziach, potem w pani, która prowadziła zajęcia i nie musiał minąć miesiąc, by aktorstwo stało się moją NAJWIĘKSZĄ PASJĄ!
Przez cały rok, od kiedy należę do grupy bardzo wiele się nauczyłam. Ja już nie chce byś aktorką, ja nią jestem! Jestem pewna w tym co robię, nie wstydzę się zrobić czegoś na MÓJ sposób, jestem bardziej śmiała i wiem, że jestem w czymś naprawdę dobra!
Największą pochwałą dla mnie było, kiedy reżyser, u którego byłam w te wakacje na castingu do sztuki, po moim występie powiedział mi "ja nie dam rady zrobić z Ciebie aktorki, bo ty nią już jesteś". Nauczyłam się przeżywać tekst, wchodzić w swoją rolę i grać ją najlepiej jak potrafię.



Jeśli w tym momencie też macie problem z znalezieniem swojego "powołania" spróbujcie nawet tej najgorszej rzeczy, czegoś co wydaje wam się głupie, i że się do tego nie nadajecie! Nigdy nie wiedziałam, że zostanę aktorką. Zazwyczaj mówię szybko, niewyraźnie, połykam końcówki, tak mówi Suronika. Kiedy wchodzę na scenę już nią nie jestem, jestem kimś całkiem innym. Nie mogę mówić jak JA, bo nie gram siebie, muszę mówić jak ta osoba. W ciągu roku nauczyłam się tego. Więc zamiast siedzieć w domu i użalać się nad sobą, wyjdźcie na miasto, a może tak jak ja niespodziewanie znajdziecie coś dla siebie! Nie róbcie nic na siłę, powoli szukajcie czegoś idealnego.
A wy wiecie już co chcecie w życiu robić?

środa, 12 listopada 2014

Suro gotuje- Grejpfrut w czekoladzie

Postanowiłam pobawić się trochę w kucharkę.
Cały deser zajął mi 15 minut roboty. Więc jeśli ktoś jest bardzo leniwy (tak jak ja) a ma ochotę na coś dobrego, ten przepis jest dla niego idealny!
Na początku pokroiłam grejpfruta na ćwiartki po czym jeszcze raz podzieliłam je na pół.
Teraz czekała mnie najnudniejsza i najbardziej pracochłonna część całej "zabawy", a mianowicie oddzielenie miąższu od skórki. Nóż delikatnie wbijam w jeszcze białą część grejpfruta, w miejscu gdzie zaraz zetknie się z częścią jadalną. Następnie powoli odkrawam skórkę tak by nie naruszyć reszty owocu.




Teraz czas na to co wszyscy lubią najbardziej- CZEKOLADA!

Potrzebny będzie nam mały garnek, mleko, gorzka czekolada i cukier!
Do garnka wlewamy trochę mleka, trochę cukru i parę kostek czekolady. Nie podaje dokładnej ilości iż moim zdaniem jest to kwestia gustu, jednak trzeba uważać by nie dać za dużo mleka (czekolada wyjdzie za rzadka) albo za dużo czekolady (wtedy wyjdzie za gęsta). Cukru dajemy tyle ile lubimy, można go nie dawać wcale jeśli ktoś lubi gorzką czekoladę. Wszystko dajemy na mały ogień i mieszamy do puki się nie rozpuści. Kiedy czekolada się rozpuściła wlewamy ją do małej miseczki. Następnie maczamy w niej miąższ z grejpfruta i układamy na sreberko (ja wcześniej smaruje je czymś tłustym np. oliwą by czekolada jak będzie zasychać nie przykleiła się do sreberka) i zostawiamy na jakiś czas. 
Mam nadzieje, że pomysł wam się spodobał. Mi osobiście takie rzeczy BARDZO smakują. Wypróbujcie i powiedzcie jak wasze odczucia! :)





niedziela, 9 listopada 2014

Przepraszam, bo co innego mogę powiedzieć?

W wieku 13- 17 lat, każdy przeżywa jakieś "problemy rodzinne", niektórzy większe, inni mniejsze. Ja jako 15-latka też mam miliony takich sytuacji gdzie najpierw zrobię coś głupiego, a potem tego żałuje. Tu raz przyłapią mnie na papierosie, tu wrócę za późno do domu. Wiele razy wszczynałam kłótnie u mnie w domu i dobrze wiem, że to moja wina ale były też takie sytuacje, gdzie to moi rodzice "przesadzali" i robili mi problemy o nic. Raz zdarzyło się nawet, że uciekłam z domu bo na mnie nawrzeszczeli, zabronili spotkać się z chłopakiem i wyrzucili z auta na środku ulicy, ale takie sytuacje nie zdarzają się często.
Powiem szczerze, kocham moich rodziców chociaż wiele mam im za złe (ale też wiele zawdzięczam), tęsknie za czasami kiedy wydawało mi się, że są idealni, kochali mnie bez względu na to co źle zrobiłam i nie słyszałam od nich nigdy, że beze mnie mieli by lżej. Źle się z tym czuje, że tyle razy przeze mnie matka płaczę, w sumie żal mi jej bo próbowała wychować mnie na ludzi, a ja zachowuje się czasami okropnie, ale nie mogę wiecznie udawać, że jestem idealna. Dobrze się uczę, na wagary nie chodzę, wracam do domu o umówionej porze. Fakt faktem, od czasu do czasu zapale sobie papierosa czy dwa ale od czasu kiedy moi rodzice mnie na tym przyłapali pierwszy raz strasznie zaczęłam to ograniczać. Alkoholu też od dłuższego czasu nie piję, to nie dla mnie. Dziwi mnie jedna rzecz, przecież oni też mieli kiedyś 15 lat, a zachowują się jakby była to dla nich nowość. Oboje mieli trudne dzieciństwo, wiem. Normalni rodzice nie mieli by nic przeciwko, by ich dziecko miało parę trój na świadectwie. Moim przeszkadza to że dostanę 3 z testu z przedmiotu którego nienawidzę i całkiem nie ogarniam.
Nigdy nie zapomnę jak do mojego ojca przyjechał kolega z dawnych lat. Ojciec myśląc, że już śpię zaczął mu opowiadać, że parę dni temu wróciłam trochę podpita po koncercie do domu. Jego kolega po chwili ciszy dodał "daj jej spokój, nie pamiętasz jak byłeś w jej wieku i napie*doliłeś się tak, że Cie z cmentarz aż do domu prowadziliśmy?". Ja rozumiem, papierosy, alkohol, ale czepiać się, tego, że z nimi mało rozmawiam? Że za dużo czasu spędzam z chłopakiem? I do tego twierdzą, że mam słabą średnią chociaż dobrze się uczę! Prawda, mało z nimi rozmawiam, ale kiedyś próbowałam. Jak zaczynałam z nimi rozmowę to przeradzało się to w kłótnię, jak szłam z mamą na zakupy to zawsze się na mnie darła, nie umiem z nimi rozmawiać.
Po każdej kłótni podchodzę do nich i mówię "przepraszam", bo co mogę zrobić, czasu nie cofnę.
Kocham moich strarszych, wiem że oni mnie też ale przecież przez całe życie nie mogę być idealna!
Każdy mi mówi, że pełnoletniość to jeszcze gorsze niż być taką małolatą, ale ja czekam na nią z niecierpliwością. Chce wreszcie wrócić późno do domu, zapalić papierosa w pokoju, iść na koncert i się nie martwić, że jak ktoś mnie poczęstuje jabolem będę musiała odmówić.
STARAM SIĘ ALE NIE MOGĘ BYĆ CAŁY CZAS IDEALNA, MOGĘ BYĆ GRZECZNA ALE NIE CHCE. Chce mieć co opowiadać.

piątek, 7 listopada 2014

Słowa smyczkiem pisane

Prawie każdy człowiek jest fanem określonego gatunku muzycznego. Powiem szczerze, że jestem fanką "cięższej" muzyki. Od dziecka byłam wychowywana na własnie tego rodzaju muzyce. Jako 7-letnia dziewczynka wybrałam się na koncert TSA, dwa lata później zawitałam na Strachy na lachy. W wieku 11 lat poszłam na mój pierwszy koncert bez rodziców, grało wtedy KSU. Teraz, gdy tylko zdarzy się okazja widać mnie na jakimś koncercie. Ostatnim takim większym koncertem na jakim byłam było znowu KSU (mieszkam w Bieszczadach wiec dość często u nas grają) na wakacjach, a po drodze zdarzyło się parę mniejszych koncertów w jakiś klubach gdy zespoły zazwyczaj były dość mało znane. Jutro znowu mam zamiar wybrać się na jakiś mały koncert.
Mimo specyficznej muzyki jakiej słucham przywiązuje też wielką wagę do "klasycznych" dźwięków i jestem wielką fanką skrzypiec, może dlatego, że sama gram na nich od ok. 10 lat.
Granie na skrzypcach przynosi mi wiele radości i daje OGROMNE możliwości tj. granie na akademiach, koncertach czy chociażby na rynku dla zarobienia trochę pieniędzy. Tak, gdy jest ciepło dość często można zobaczyć mnie i grupkę ludzi z instrumentami grających na deptaku w Sanoku, zazwyczaj dla czystej satysfakcji lub z nudów, a nie dla zysku.
Skrzypce to dla mnie piękny instrument. Wbrew pozorom nadają się nie tylko do grania muzyki klasycznej, MOŻNA NA NICH ZAGRAĆ PRAKTYCZNIE WSZYSTKO! Metal, pop czy nawet dupstep znajdą miejsce dla skrzypiec!
Świetnym przykładem na to jest Lindsey Stirling:
Czy Jelonek

Potrafię zamykać się godzinami w pokoju i słuchać wszystkiego co posiada w sobie dźwięk skrzypiec. Skrzypce wprowadzają mnie do innego świata, piękniejszego, zaczarowanego (?)

środa, 5 listopada 2014

Kocia wiara?

Będę często poruszać w jakikolwiek sposób temat tolerancji iż jestem przerażona tym, jak ludzie postrzegają innych tylko przez religię, wygląd czy narodowość. Dzisiaj może trochę o tolerowaniu innych religii?
Mam w klasie koleżankę, która należy do Świadków Jehowy. Dzisiaj na Godzinie Wychowawczej opowiadała trochę o swojej wierze. Powiem szczerze, wiele rzeczy, o których mówiła wydawały mi się trochę śmieszne ale siedziałam w miarę "cicho?", zadawałam pytania jeśli coś mnie ciekawiło, starałam się "śmiać w duchu" a nie na forum całej klasy. Zauważyłam, że nie tylko ja CAŁKOWICIE nie zgadzam się z tym co moja koleżanka mówi, tylko, że różnica była jedna. Oni mówili o tym głośno. W pewnym momencie zrobiło mi się żal dziewczyny iż jest osobą mocno wierzącą i przywiązaną do swojej religii. Wbrew temu co ludzie mówią o Świadkach Jehowy wydaje mi się, że nie możemy tego nazwać sektą, iż od chrześcijaństwa różni się tylko paroma obrzędami i praktycznie dosłownym przyjmowaniu biblii.
W sumie dowiedziałam się też wielu ciekawych rzeczy, które od jakiegoś czasu mnie ciekawiły, np. dlaczego chodzą po domach (robią to dlatego, że Jezus też chodził do ludzi i nauczał), dlaczego nie obchodzą Bożego Narodzenia (w biblii nie ma podanej daty urodzenia Chrystusa i jeśli dobrze zrozumiałam, jest napisane by czcić jego śmierć, a nie narodziny) czy dlaczego nie obchodzą urodzin (w biblii są podane dwa przykłady  obchodzenia urodzin, w których zawarty jest wątek śmierci, do tego są to obrzędy lekko pogańskie).
Spodobało mi się to, że uważają każdego za równego. Nie mają kapłanów, nie uznają papieża, bo każdy człowiek jest równy. Nie uważają Polski za ojczyznę, bo dlaczego Świadek Jehowy z Polski ma śpiewać inny hymn niż Świadek Jehowy z Niemiec, skoro wierzą w to samo? I ich chrzest przyjmują wtedy kiedy uważają, że są na to gotowi i świadomi tego w co wierzą, a nie gdy są dziećmi i nie odróżniają A od Z.
Jedna rzecz niezbyt przypadła mi do gustu, myślę, że nie tylko mi. Chodzenie po domach... Rozumiem, chcą nauczać ludzi, porównują to z naszym chodzeniem po kolędzie ale jest mała różnica. Ksiądz chodzi i pyta się najpierw czy ktoś jest wierzący, a jeśli mówi, że nie to nie przyjdzie znów za tydzień "porozmawiać z nim o bogu", a Świadek Jehowy będzie chodził tyle razy ile tylko da radę, by NA SIŁĘ przekonać kogoś o swojej wierze. Nikt tego nie mówił mi na lekcji, widzę to gdy nagle, ktoś zapuka do mnie do drzwi z tym głupim pytanie, a gdy powiem, że nie to za parę dni i tak przyjdzie i zapyta się o to samo.

Więc podsumowując, Świadkowie Jehowy, dla mnie jest normalną religią, ma swoje plusy i minusy. Mnie, jako ateistkę śmieszą niektóre rzeczy ale osobiście toleruje to, że ktoś w to wierzy. Nie możemy tego nazwać sekstą, bo ludzie którzy do nich należą, oprócz wiary niczym się od nas nie różnią.

wtorek, 4 listopada 2014

Miłość w gimnazjum, czy to możliwe?

Prawie każda dziewczyna w wieku gimnazjalnym marzy o "tym jedynym". Oglądając sceny miłosne zadaje sobie pytanie "a kiedy ja znajdę swojego księcia?".
Powiem szczerze, rzadko, która dziewczyna kończy gimnazjum bez ani jednego chłopaka "na koncie".
Jestem teraz w ostatniej klasie i przez ten czas byłam w trzech związkach.
Jeden z nich był na początku pierwszej klasy gimnazjum. Wiadomo, pierwszy pocałunek, pierwsze zauroczenie. Pobyłam z chłopakiem dwa miesiące i na tym koniec.
Drugi "związek" był taki niedopowiedziany , wakacyjna "miłość". Myślę, że ani ja, ani on nie wiedzieliśmy do końca czy jesteśmy razem czy nie.
Za każdym razem gdy się z kimś "wiązałam" byłam świadoma tego, że kiedyś się to skończy.

Od jakiegoś czasu mam na prawdę wspaniałego chłopaka. Idealnego, kochanego, opiekuńczego. Żaden z moich poprzednich chłopaków nie pomagał mi sprzątać w domu, robić obiadu, wyprowadzać psa czy wynosić śmieci. Żaden z nich nie patrzył mi się głęboko w oczy i nie mówił "kocham Cie". Ze względu na to, że jest ode mnie o 3 lata starszy wiem, że te słowa nie są puste. Widzę jak się stara i sprawia mi to wielką przyjemność. Zaakceptował mnie pomimo moich wielu wad i strasznych błędów jakie popełniłam i on dobrze o tym wie. Teraz, gdy stoję przy nim mam świadomość tego, że on mnie kocha, i że ja czuje to samo do niego. Pierwszy raz, pierwszy raz kogoś kocham. Tak mam 15 lat, tak chodzę do gimnazjum i tak, KOCHAM KOGOŚ. Mam świadomość tego, że dużo dziewczyn tak mówi, a gdy patrzę na związki w mojej szkole to widzę czym mój się o nich różni. W większości przypadków chodzi tu tylko o pokazanie "patrzcie mam dziewczynę/ chłopaka, pocałuje ją/go i będę chodzić z nią/nim za rękę", u mnie to tak nie działa. Oczywiście całuje się z nim nie tylko wtedy gdy nikt nie patrzy, chodzę z nim za rękę, ale też pomagamy sobie nawzajem, kiedy miałam problemy w domu wiedziałam, że on mi pomoże, pojechałam do niego i bardzo mi pomógł. Staramy się dawać sobie nawzajem wsparcie, kochać się, starać się o sobie, być przy sobie za każdym razem gdy tego potrzeba. Kiedy tylko mam jakiś problem, nie ważne czy chodzi tu o problemy osobiste czy np. naukę, wiem, że jeśli da radę to mi pomoże. Pomaga mi też spełniać w pewnym sensie marzenia. Zawsze chciałam jeździć na BMX'ie więc zostało mi obiecane to, że kiedyś się nauczę, a raczek ktoś mnie nauczy.
Pierwszy raz nie czuje tego, że to kiedyś się skończy, wręcz odwrotnie, mam nadzieje że tak nie będzie.

Myślę, że 15 lat to taki wiek gdzie na ogół przeżywa się pierwszą prawdziwą miłość. 15-17 lat, coś takiego. Myślę też, że chyba dorosłam do tego, by powiedzieć, że kogoś szczerze kocham.
Więc tak, możliwe jest zakochanie się w gimnazjum ale na ogół w ostatniej klasie, chyba, że ktoś jest na prawdę bardzo rozwinięty emocjonalnie lub kibluje.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Jes­tem głębo­ko wierzącym ateistą

TYM POSTEM NIE MAM ZAMIARU NIKOGO URAZIĆ! WYRAŻAM TYLKO SWOJĄ OPINIĘ I NIE KAŻDY MUSI SIĘ Z NIĄ ZGADZAĆ!


Pochodzę z bardzo BARDZO wierzącej rodziny. Moja mama i dziadkowie z jej strony co tydzień chodzą do kościoła, przestrzegają postów i głęboko wierzą w zbawienie. Jeśli chodzi o rodzinę ze strony mojego ojca nie jest to aż tak bardzo ważna sprawa ale owszem, większość jest wierząca i co tydzień odwiedza kościół.
Jako dziecko głęboko wierzyłam w to, że gdzieś tam nad nami jest KTOŚ, kto nad nami czuwa. W ostatnich klasach podstawówki stałam się agnostyczką, aż poszłam do gimnazjum. Teraz otwarcie mówię: NIE WIERZE W BOGA, NIE CHODZĘ DO KOŚCIOŁA, NIE IDE DO BIERZMOWANIA, NIE CHODZĘ NA RELIGIĘ- JESTEM ATEISTKĄ!
Postanowiłam napisać ten post iż ktoś kiedyś napisał mi w skrócie, że "przez to że jesteś ateistką, strasznie się stoczyłaś", NIC BARDZIEJ MYLNEGO!
"Nawet jeśli bóg nie istnieje, warto żyć tak jakby istniał"
Powiedział mi to mój ojciec gdy mu się przyznałam do tego, że jestem ateistką i w pełni się z tym zgadzam!
Moim zdanie to czy ktoś jest ateistą, chrześcijaninem, poganinem, buddystą czy nie wiadomo kim, oni trochę nie wpływa na to JAK SIĘ ZACHOWUJEMY.

Moim zdaniem w chrześcijaństwie nie chodzi o wiarę w dziewicę, która urodziła syna, który zmieniał wodę w wino, leczył słowami i chodził po wodzie! NIE! Tu chodzi o zasady moralne, które są zawarte w biblii! Ludzie wierzą w tego boga, a tak na prawdę MAŁO KTO stosuje się do zasad, które niby on głosił.
Jeśli biblia ma być dowodem na istnienie boga, to "Władca Pierścieni" jest dowodem na istnienie elfów.

Ktoś niedawno powiedział mi, że w każdej religii podoba mu się jedna rzecz, że ich "bóg" zakazuje robienia rzeczy, które mają na celu krzywdzić innych. Jest to piękne i w 100% się z nim zgadzam.

JESTEM ATEISTKĄ ALE TOLERUJE INNE RELIGIĘ, NIE MAM ZAMIARU NIKOMU UDOWADNIAĆ, ŻE BÓG NIE ISTNIEJE, WYPOWIADAM TYLKO SWOJE ZDANIE, BO MAM DO TEGO PRAWO.

A TO ŻE JESTEM ATEISTKĄ WCALE NIE ZNACZY, ŻE JESTEM JAKIMŚ INNYM, ZŁYM, GORSZYM CZŁOWIEKIEM. JESTEM TAKA SAMA JAK WY TYLKO PO PROSTU WIERZE W COŚ INNEGO, WIERZE W NAUKĘ.

niedziela, 2 listopada 2014

Szacunek dla zmarłych?

1 listopada, Wszystkich Świętych vel Święto Zmarłych.
Raz do roku jest taki dzień, kiedy wszystkie lenie zostają, często (jak w moim przypadku) na siłę, wyciągnięte z domu, by odwiedzić groby swoich zmarłych przyjaciół czy rodziny. W tym dniu powinniśmy myśleć o tych, których już nie zobaczymy, a osoby wierzące modlą się za nich. Powinniśmy, a raczej MUSIMY szanować też groby osób, które były nam całkiem obce. Większość ludzi się do tego stosuje, lecz od każdej reguły są wyjątki.
Przeglądając facebook'a natknęłam się na tego screena. 
Myślę, że zamazywanie nazwiska nie ma sensu, bo zdjęcie opanowało CAŁEGO FACEBOOK'A!
Nie rozumiem skąd się biorą tacy ludzie...
ROZUMIEM, ŻE MOŻNA KOGOŚ NIE LUBIĆ, MOŻE NAM PRZESZKADZAĆ TO CO ON ROBI, NIKOMU NIE ZABRANIAM, ALE NISZCZYĆ JEGO GRÓB? CZY TO NIE JEST "MAŁA" PRZESADA?!
Jak wy byście się poczuli gdy w Zaduszki przychodzicie na cmentarz, a groby twoich bliskich są zmasakrowane, bo komuś przeszkadzała ich pasja?
Niektórzy uprawiają sport, inni piszą, a jeszcze inni jeżdżą na motorze, ale pasja to pasja prawda?
Nie rozumiem zachowania tego "pana" szczególnie, że sama czekam do 18-nastki żeby zrobić kartę motorową.
Na koniec, proszę, każdą osobę, która jakimś cudem trafi na mojego bloga, udostępnijcie ten link.
Z góry dziękuje!

Czy widziałeś kiedyś anioła?

Robię małe porządki na komputerze. Chłopak będzie mi instalował Windowsa 7, iż zostałam jeszcze na poziomie XP więc WSZYSTKO MI SIĘ Z KOMPUTERA USUNIE! :( Na szczęście nie mam wielu jakiś bardzo ważnych rzeczy oprócz jednej. Mojego starego opowiadania, z którego jest bardzo BARDZO dumna. Nie mam siły szukać pendrive więc wpadłam na pomysł! Wstawię go tutaj, w taki sposób się zachowa!
Jedno z moich pierwszych opowiadań:

-Czy widziałeś kiedyś Anioła?- zapytał chłopczyk zerkając na mnie spod kapelusza.
-Co mówiłeś?
-Czy widziałeś kiedyś Anioła?- Roześmiałem się ale mu najwyraźniej nie było do śmiechu.
-Dlaczego się śmiejesz? Anioł to poważna sprawa. Taki to ma życie…- Usiadł koło mnie i odchylił głowę  do tyłu tak, że słońce ogrzewało mu całą twarz- Moja mamusia zawsze mi powtarzała, że Anioły to dobre stworzenia i trzeba ja szanować.
-A kim jest twoja mama?- Nie ukrywałem zdziwienia, że taki mały chłopiec przechadza się tutaj sam i wypytuje mnie o jakieś anioły jakby to była najpoważniejsza rzecz na świecie.
-Moja mama? Ona jest kobietą.
-To wiem, ale czym się zajmuję? Jak ma na imię?- Pierwsze co mi przyszło do głowy to pomysł, że chłopak się po prostu zgubił i trzeba go odprowadzić do domu lub odnaleźć jego matkę tutaj, w parku.
-A czy to ważne? Kobieta to kobieta, mężczyzna to mężczyzna- Popatrzył na mnie z powagą.
-No  tak- dodałem ze śmiechem- ale każdy ma swój zawód, swoje wykształcenie, to też dużo mówi o człowieku- mówiąc to zanosiłem się z dumą, że udało mi się tak mądrze odpowiedzieć.
-Mówi tyle, co kolor oczu- Staną na ławce po czym zeskoczył na dół lądując dokładnie naprzeciwko mnie.
-A ty, jak masz na imię?- Zapytałem. Chłopiec nachylił się lekko i spojrzał mi prosto w oczy.
-Już Ci mówiłem-szepną- to nie ważne- po tych słowach szybko się wyprostował i odwrócił się do mnie tyłem by kopnąć byle jaki kamień- ale jeśli musisz już wiedzieć to mam na imię Ibrahim.
-Ibrahim? To dość dziwne imię jak na XXI wiek!- Dziwny chłopiec, mówiący o dziwnych rzeczach z dziwnym imieniem sam w parku. Naprawdę była to dla mnie tajemnicza sprawa- Co robisz tutaj sam?
-Spaceruje- ponownie opadł na ławkę- Ma pan bardzo ciekawe uszy- Oplótł mnie ramieniem- słyszałem, że podobno pismo człowieka mówi o nim samym więcej niż widzą oczy. Śmieszne, prawda? Ciekawe czy uszy też coś pokazują… - jego dłoń spoczywająca na moim ramieniu nagle znikła i dziwnie szybko pojawiła się u niego na kolanie, a on sam siedział już nie bokiem, ale przodem do mnie- A wie pan co? Mój tatuś, który jest mężczyzną, tak jakby pan chciał wiedzieć, kiedyś czytał mi taką książkę, o takim chłopcu, który miał Różę, taką piękną! Mówili na niego Mały Książę! Bardzo mi się ta książka podobała. A wie pan co mnie zdenerwowało?- Pokręciłem głową żeby mu nie przerywać- To, że czytał tą książkę jeszcze mojej starszej siostrze, a ona jest strasznie dziecinna. Ja to od razu wiedziałem o co chodzi! Znalazłem to… no jak to się mówi… drugie denko? Czy drugie dno.. coś takiego, a ona to nic, że ten Mały to tylko podróżował i tyle zrozumiała. Takim dzieciom nie powinno się czytać książek, prawda?- chciałem mu odpowiedzieć ale on zaczął mówić dalej- Zacząłem mówić o tej książce, bo tam był taki lis i on to był bardzo mądrym lisem. Najbardziej z całej książki lubiłem właśnie tego lisa i on mówił takie mądre rzeczy! – Ibrahim aż skakał z zachwytu!- Był tam taki cytat co mówił żeby to serduszkiem się na wszystkich patrzyć, bo oczy są czasami ślepe. Wie pan jaki ten lis musiał być mądry? Ja bym chciał takiego lisa w domu ale mama mówi, że nie mogę mieć zwierząt, bo ona ma to takie uczulenie. Nawet jak płaczę to nie chce się zgodzić, a ja tak bardzo chce!
-Nie zawsze dostajemy to co byśmy chcieli mieć- Udało mi się mu przerwać.
-A pan dostał?- Przypatrzyłem się dokładnie jego oczom. Były duże i zielone. Idealnie pasowały do jego rudych włosów i bladej cery, na której pojawiały się nieliczne piegi.
-Nie- pomyślałem o moich marzeniach, które zaprzepaściłem, a po policzkach poleciały mi łzy.
-Niech pan się nie martwi. Znajdzie pan sobie nowe!
-Nowe co?- Z początku nie wiedziałem o co mu chodzi.
-Nowe marzenia! Każdy musi mieć marzenia, bo to marzenia są sensem naszego życia. Jakbyśmy nie mieli marzeń nie mielibyśmy dokąd dążyć- Nie do końca wiedziałem o co mu chodziło- Pan mnie nie rozumie! Oh… będę panu tłumaczył jak mojej siostrze, chociaż ona tego i tak nie zrozumiała ale pan nie jest już dzieckiem jak ona, pan zrozumie- Uśmiechnąłem się i skinąłem. Ta sytuacja zaczęła mnie coraz bardziej przerażać- Niech pan wyobrazi sobie morze, statek i horyzont. Widzi pan? No więc pan jest na tym morzu, ale niech pan się nie martwi, nie w wodzie! Po to był nam ten statek.  Kontynuując, tam na horyzoncie jest punkt. To jest pana cel, ten punkt, to marzenie. Całe życie dąży pan do tego punktu, każda decyzja ma na celu dotarcie w to miejsce. Jeśli po latach się to uda powinien pokazać się nowy, inny, a jeśli się nie pokaże? Zostaniemy na pełnym morzu, sami. Nic już nie będzie miało sensu, bo to one nadają życiu sens, marzenia.
-Masz rację- to co powiedział tak mnie zaszokowało, że nie wiedziałem co odpowiedzieć. Jedyne co mi przyszło do głowy to „masz rację”. Skąd takie małe dziecko bierze takie myśli?
-Nie odpowiedział mi pan jeszcze na pytanie- powiedział lekko szturchając mnie w ramię.
-Na jakie?
-Czy widział pan Anioła?- Usiadł w wygodnej pozycji, tak jakby szykował się do wysłuchania jakiejś ciekawej i długiej opowieści.
-Nie- Powiedziałem ściągając mu kapelusz i głaszcząc go po głowie.
-Oh… jaka szkoda. Bo mi mama mówiła, że każdy ma Anioła ale tylko nie liczni je widzą- chłopiec stał się nagle smutny.
-A ty widzisz?- założyłem mu kapelusz.

-Widzę- popatrzył się na mnie- Pana Anioła też widzę. O tutaj stoi, za panem-  wskazał na pustą przestrzeń za mną po czym nachylił się i szepną mi do ucha- On się o pana martwi. Powiedział mi to. Niech pan lepiej już wraca do domu, tam jest wygodniej niż na ławce z cudzym Aniołem- Wstał i odszedł, a ja jeszcze przez jakieś dwadzieścia minut siedziałem bez ruchu, próbując zrozumieć co właśnie się stało.

Żaden cień nie jest bardziej cieniem od innych

Jestem od was gorsza, dlaczego? Mam 155 a nie 180 jak większość z was, przez co nie sięgnę sama na górną półkę. Jestem chuda i lekka przez co gdzie niegdzie wystają mi kości, a silniejszy wiatr bez problemu mnie przewróci.
Jestem od was lepsza, dlaczego? Mam 155 a nie 180 jak większość z was, przez co mieszczę się w najmniejsze zakamarki. Jestem chuda i lekka więc mogę jeść co mi się podoba, co chwilę ktoś nosi mnie na rękach, a poza tym, moim zdaniem mam naprawdę świetne nogi.
Jestem inna niż wy, ale to nie znaczy, że jestem gorsza, a tym bardziej lepsza od was.
"W dzisiejszym społeczeństwie jeden czuje lęk przed drugiem, ale nie boi się drugiego człowieka, on boi się, że ten człowiek może być inny" ale czy bycie INNYM nie jest piękne? Myślę, że nie tylko ja jako mała dziewczynka głęboko wierzyłam w to, że jestem wyjątkowa, a teraz? Teraz każdy chce być TAKI SAM, idzie za tą głupią modą. Ile razy słyszałam "Jak ty możesz to ubierać? To już dawno wyszło z mody!" ALE MI SIĘ TO PODOBA, TAK? Dzisiaj, jeśli chłopak w bojówkach wejdzie do typowego polskiego gimnazjum, większość "modnych" nastolatków będzie patrzyło się na niego jak na dziwaka. JEŚLI UBIERANIE SIĘ W COŚ CO NIE JEST MODNE JEST PRZEJAWEM BYCIA "DZIWNYM" TO JA JUŻ DAWNO POWINNAM WYLĄDOWAĆ W PSYCHIATRYKU!Mówiąc o osobach tolerancyjnych nie mam na myśli tylko tych osób, które robią krzywdę komuś kto jest INNY. Mówisz o sobie "tak jestem tolerancyjny" ale zaraz wyjdziesz z domu i będziesz wytykał palcami każdego kto trochę różni się od twojego "ideału", ale pamiętaj TWÓJ PALEC TEŻ JEST CZĘŚCIĄ PIĘŚCI! Wyjdziesz wśród ludzi i pomyślisz "jestem od nich lepszy" ale dlaczego? Dlatego, że twoja skóra jest jaśniejsza czy może muzyka której słuchasz jest "lepsza" od jego ulubionych zespołów. GDYBYŚ BYŁ CHOĆ W POŁOWIE CZŁOWIEKIEM JAK LUDZIE KTÓRYMI GARDZISZ TEN ŚWIAT BYŁBY O WIELE LEPSZYM MIEJSCEM!Nie rozumiem dlaczego ludzie są w 21 wieku tak bardzo nietolerancyjni. Gdybym postawiła przed wami szkielet człowieka, nikt nie byłby w stanie mi powiedzieć czy ta osoba była gruba czy chuda, biała czy czarna, jaki miała gust i orientacje. W środku każdy z nas jest taki sam, przecież ŻADEN CIEŃ NIE JEST BARDZIEJ CIENIEM OD INNYCH
Można dojść do wniosku, że w dzisiejszych czasach bycie sobą wymaga naprawdę wielkiej odwagi i siły. Możemy podziwiać ludzi, którzy bez przeszkód mówią o swoich poglądach, orientacji czy guście, kiedy różni się on od gustu ludzi, którzy go otaczają.Przez połowę mojego życia byłam wyśmiewana! Wytykana palcami! Płakałam po nocach, przez to miałam problemy w nauce, wpadłam w kompleksy których wcześniej nie miałam. Naprawdę, uwierzcie mi, nie jest łatwo żyć kiedy boisz się przejść przez korytarz w szkole. Do teraz miewam ataki histerii i niektórzy o tym wiedzą, że często zdarza się to przy was. Jeszcze rok temu płakałam za każdym razem kiedy ktoś powiedział o mnie coś złego i codziennie na moich rękach pojawiały się nowe rany, dlaczego? Dlatego, że banda idiotów, myśląca, że jest lepsza od wszystkich pomyślała, że gdy po obraża sobie taką małą Weronikę to nic się nie stanie, a to właśnie przez nich wmawiałam sobie, że jestem gorsza, że lepiej ze sobą skończyć, bo każdemu tylko przeszkadzam i o mało tego nie zrobiłam!Wiec zanim, powiecie, że ktoś jest gorszy, dwa razy się zastanówcie, bo naprawdę możecie zniszczyć tym komuś życie. Nie ważne jaki ma kolor skóry, w co się ubiera i jakiej jest orientacji.
KAŻDY INNY, WSZYSCY RÓWNI!

Kim jestem, kim chce być

Kim jestem?
Jestem Weronika, Suro, Suronika, jak kto woli. Mam 15 lat chodź niektórzy twierdzą inaczej. Z twarzy wyglądam na o wiele więcej ale przez to, że jestem drobna i dość bardzo niska niektórzy myślą, że dopiero co wyszłam z podstawówki. Jestem w trzeciej klasie gimnazjum, a zdarzyło się parę razy, że pomylił mnie ktoś z pierwszo-klasistą i zawołał za mną "kici kici". 
Na moje życie towarzyskie od jakiegoś czasu nie mogę narzekać, chociaż jeszcze niedawno narzekałam na samotność. Jestem trochę zbuntowana, zdemoralizowana, może delikatnie samolubna. Dbam też o innych albo chociaż się staram.
Gram na skrzypcach, jestem harcerką. UWAGA TYPOWA HUMANISTKA! Piszę wiersze, opowiadania, prowadzę pamiętnik i twierdzę, że dla niektórych byłby on dobrą lekturą. Często chodzę z "głową w chmurach", nie uważam na ludzi, nie przejmuje się opinią innych. Twierdzę, że "w życiu trzeba wszystkiego spróbować" szczególnie teraz, gdy w pewnym sensie każdy nam to wybaczy.
Marze o studiowaniu psychologii.
Kim chce być?
Chce być trochę bardziej skryta, może mnie nachalna, bardziej poważna i MYŚLEĆ WIĘCEJ O PRZESZŁOŚCI? Jak każda kobieta marze o idealnej figurze, ale tu jest coś co ja mam a one nie! Dużo osób twierdzi, że ją posiadam! Mimo mojego niskiego wzrostu dużo dziewczyn zazdrości mi "płaskiego" brzucha i WYCHUDZONYCH nóg. One chcą schudnąć, ja chce PRZYTYĆ! Chce dużo DUŻO ale zazwyczaj gdy się za to zabieram szybko mi się to nudzi.
Kiedyś chciałam być bardziej... lubiana? Kochana? Ale wystarczyła mi jedna osoba bym zrozumiała, że nie muszę się zmieniać. CHCE BYĆ TAKA JAKA JESTEM.